strona główna:// recenzje albumów
 
M
A
T
E
R
I
A
Ł
Y

34.788%...Complete

Dopiero teraz, po wysłuchaniu płyty, zrozumiałem wokalistę MDB, Aarona. Powiedział, że niektórzy traktują ten album jako coś zupełnie nowego, inni zaś jako naturalny postęp w karierza kapeli. Trudny to materiał, po kilku pierwszych wysłuchaniach niełatwo go sklasyfikować i oceniać. Słychać dużo nowości. Zespół wyszedł poza swój smutno-rozpaczliwy styl, zerkając w stronę przestrzeni rocka konceptualnego (w "Heroin Chic" Aaron w duecie z pewną damą podśpiewuje "na na na" na podkładzie blach perkusyjnych, trochę a la połączenie ostatniego Tiamat i naszego Undish w sosie pinkfloydowym). Ma też sporo z doświadczeń grunge, nawet brit-popu oraz (tego nie da się ukryć) obserwuje bacznie co dzieje się w ogródku kolegów z Paradise Lost. Fanów MDB zaskoczą brzmienia, głównie eksperymenty gitarowe. Jest też dużo klawiszy. Ważnych, więc ciekaw jestem co po odejściu Martina będzie się działo na scenie... Fakt, nie ma już w tej muzyce miejsca dla skrzypiec, ale parapet pracuje z dużą częstotliwością. Album, wraz ze swym apokaliptycznym przesłaniem, ma w sobie bardzo ciekawy, gęsty klimat, bliski muzyce filmowej. Nie sposób zaprzeczyć, że MDB dołączyło do grona metalowych eksperymentatorów, obok swoich ziomków z P.L. i Anathemy, obok Tiamat... Ważna jest jednak, że ekipa Aarona nie zatraciła się zupełnie w komputerowo-brzmieniowych eksperymentach. "Bajery" i klimat są otoczką dla kompozycji gitarowych - a te są już rozpoznawalne i niewątpliwie nie wykraczają poza typ grania znany z poprzednich płyt My Dying Bride. Najbardziej kombinuje Aaron. Melodeklamacje, szepty, pomruki, jakieś podśpiewywania, przestery na głosie - nigdy tego nie robił. Odarł też trochę swój głos z owej właściwej tylko jemu rozpaczy. Wyszło przy okazji na jaw, że Aaron nie ma tak dużych możliwości wokalnych jak chociażby Nick Holmes. To jednak w tej konwencji nie przeszkadza, bo dużo dzieje się w sferze instrumentalnej. Nie wiem tylko na ile fani My Dying Bride potraktują ten album jako "swój". Mają chyba mniejszy problem niż zwolennicy Tiamat i Paradise Lost, ale nie znaczy to, że nad wszystkimi zmianami można tu spokojnie przejść do porządku dziennego. Najbliższy "starociom" jest chyba "Base Level Erotica", ale też uważny słuchacz może doszukać się naleciałości rodem z poczynań Depeche Mode. Ale może się czepiam... Do nowej płyty MDB na pewno jednak trzeba się przyzwyczaić, oswoić z jej zawartością. Nie jest chyba tak chwytliwa jak dwie poprzednie, ani też tak jednorodna jak one. Ma chyba jednak w sobie więcej materiału do refleksji, więcej do "trawienia" dla słuchacza.

autor: Remo (Metal Hammer)

do góry         news'y | nowe na stronie | kontakt | guestbook
© copyright by arus 2000 - 2001