strona główna:// recenzje albumów
 
M
A
T
E
R
I
A
Ł
Y

The Light at the End of the World

Na początku zachwycił mnie sam tytuł. Światło na końcu świata... Z czym wam się to kojarzy? Z jakimś urwistym brzegiem, z ciemnością i pustką? Zaraz potem, kiedy spojrzałem na kopertę albumu, zrozumiałem, że nowa płyta My Dying Bride jest płytą magiczną... I nie pomyliłem się. Dziewięć niezwykłych, porażających kompozycji, to ukłon w stronę przeszłości. To powrót do brzmienia, które fani grupy pamiętają z płyty "As the Flower Withers", do mrocznych, prawie traumatycznych nut. Na początek "She Is the Dark" - niepokojące dźwięki, przerywane bezlitosnymi riffami gitary, doskonale pasują do melodeklamacji Aarona Stainthorpe'a. Nie ma w tym jednak żadnej monotonii - nowa muzyka My Dying Bride nieustannie zmienia swoje oblicze, raz jest piękna i tajemnicza, zaraz potem brutalna i klaustrofobiczna zarazem. Stainthorpe powrócił do deathowych wokali, które idealnie współgrają z muzyką. Jego głos pełni wręcz rolę dodatkowego instrumentu... W monumentalnym "Edenbeast" słyszymy szum wiatru gdzieś na pustkowiu zapomnianym przez świat, towarzyszą mu przejmujące jęki gitar i klawiszowe zawodzenia. W pewnym momencie z tej muzyki zieje samotnością i zagubieniem... Ale chyba najbardziej niesamowite wrażenie robi utwór tytułowy... Słuchając go w ciemności, naprawdę można dostrzec światełko na końcu świata... Świata pełnego bólu, pełnego niesprawiedliwości. Świata bez przyszłości. Czy ktoś jeszcze pamięta "The Silent Enigma" Anathemy? Tamta muzyka miała w sobie podobną wrażliwość, próbowała odpowiadać na pytania, na które nie ma odpowiedzi... "The Light at the End of the World" to naprawdę poruszająca płyta. Przynajmniej dla wszystkich tych, którzy kochają bezgwiezdne noce...

autor: Darek Świtała (Metal Hammer)

do góry         news'y | nowe na stronie | kontakt | guestbook
© copyright by arus 2000 - 2001